Alicja opowiada o „Powiem Ci coś w sekrecie”

Przyznam się…
jestem słaba…
Ktoś mnie kiedyś podpuścił…
miałam się „nie dać”
Ugięłam się…
dziś usiadłam i „się nagrałam”… 
Filmik jest dla tych wszystkich z Was, którzy nieustannie (co jest bardzo bardzo miłe!) pytacie mnie o powieść „Powiem Ci coś w sekrecie”.  Straszliwie amatorski, bez żadnego scenariusza i nagrany na żywioł, ale za to cały mój. Co prawda nie lubię mówić o tym „co piszę”, czy „co napisałam”, ale od każdej reguły jest wyjątek. Więc proszę – słuchajcie, komentujcie, śmiejcie się i oczywiście pytajcie o co chcecie!:-) 
P.S.: wszelka krytyka „gęby” i „języka” wskazana😉
A tu filmik dostępny na YT: 

Pozdrawiam serdecznie!
Alicja

Zagłada świata… (?)

zagłada świata

Zdjęcie: Comfreak

Pędzi z zawrotną prędkością w kierunku Ziemi…

Uwaga, uwaga, uwaga! Prosimy wszystkich o ukrycie się w piwnicach i schronach! Liczy się każda sekunda. Prosimy uczynić to jak najszybciej!”.

„Oni nadlatują! Oni już się tu zbliżają! Ich statek kosmiczny zaraz wejdzie w ziemską atmosferę!”.

„Uwaga, uwaga, uwaga! Lecą!”.

„Po raz pierwszy w dziejach Ziemi jesteśmy zagrożeni. Nadchodzi inwazja obcych (?). Kim są? Jak wyglądają? Czemu właśnie my? Nie wiemy. Brak jakichkolwiek informacji”.

„O Boże święty! To chyba jakiś rodzaj broni wysuwa się z tego czegoś, co można określić jako statek kosmitów”.

„Ludzie na całym świecie jednoczą się. W Chinach miliardy Chińczyków spogląda w niebo. Amerykanie masowo wychodzą na ulice. Polacy gromadzą się w świątyniach na terenie całego kraju”.

„Uwaga, uwaga, uwaga! Prosimy wszystkich o ukrycie się w piwnicach i schronach!”.

„Rasa ludzka jest zagrożona. Chcą tego pięknego człowieka zabić”.

„O Boże święty! Właśnie w kierunku ziemskiej atmosfery zmierza jakiś rodzaj ognistej kuli. Czyżby to pocisk? Cały świat zamiera. Wycelowali w nas”.

„Raz, dwa, trzy. Na Ziemi nikt już nie oddycha, nie ma nikogo. Ziemia umarła. Zniknęła”.

Bujda.

Ludzie nie potrzebują najazdu jakiś tam złowrogich kosmitów. Ten gatunek dobije się sam. Jak nie wystrzelają się podczas jednej z tych bezsensownych wojen, to znów zniszczą się głupią bronią biologiczną. Jest też opcja, że pewna nikomu zbytnio nieznana sekta religijna knując na odległym pustkowiu ukatrupi wszystkich atomówką lub czymś groźniejszym. Może być też tak, że ktoś zabawiając się w Boga sprowadzi niespodziewaną i apokaliptyczną zmianę warunków pogody – zamarzniemy lub roztopimy się. A może i źli kosmici wysadzą nas. Pstryk i nie ma już nikogo, nie ma i Ziemi! Ostatnia opcja jest jednak najmniej prawdopodobna.

Homo sapiens ma już tak, że lubi knuć sam przeciwko sobie. Homo sapiens w ogóle nie lubi swoich. Jego natura wcale nie jest tak dobra, piękna i wspaniała jak to próbuje malować. Jest kłamliwy, lubi oszukiwać i podkładać świnie (bez obrazy dla biednych zwierzaków). Bywa cholernie rozpustny. Zdradza swój gatunek. Często odzywają się w nim najdziksze i najmroczniejsze instynkty. Czyni świat parszywym, paskudnym i złym miejscem choć ten stworzono jako ziemię ubraną w kwiaty, zazielenioną trawą, ozłoconą zbożem i pachnącą kwiatami wiśni.

Oto koniec świata: koniec człowieka w człowieku. 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie oraz rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie całości albo fragmentu/fragmentów utworu – zabronione. © All rights reserved Alicja Szulborska 2016

 

„To skomplikowane. Julie”, Jessica Park

Park_To skomplikowane_Julie_3D
W domu Watkinsów zdecydowanie coś nie gra. Rodzice są mili, ale jakby nieobecni. Matt jest piekielnie zdolnym studentem matematyki, ale nawet kabelek USB nawiązuje kontakty łatwiej niż on. Celeste wyraźnie odstaje od rówieśników i ma pewien baaardzo dziwny zwyczaj…

Jest jeszcze najstarszy brat, Finn: zabawny, mądry, wrażliwy, otwarty… Tylko że kompletnie nieosiągalny. Można z nim pogadać tylko na czacie.

Julie, która właśnie zaczęła studia, zamieszkuje właśnie z nimi. Nie przypuszcza, że stanie się kimś ważnym dla rodziny Watkinsów. I że to będzie aż tak skomplikowane.

„To skomplikowane. Julie”

Napisana językiem nowoczesnym, lekka i przyjemna w lekturze (P.S.: statusy z Facebooka pojawiające się w treści powieści – inteligentne i przezabawne), a jednocześnie przemycająca pozytywne wartości. Do tego przemyślana fabuła, z rozdziału na rozdział nabierająca rumieńców i tempa. Postacie intrygujące. Finn jest niczym jedna wielka zagadka. Matt kusi intelektem i osobliwym sposobem bycia. Celeste ma swoją tajemnicę i jest nieszablonową nastolatką. Jest jeszcze Julie, która właśnie zaczęła studia w Bostonie i z powodu nieszczęśliwych okoliczności wylądowała w domu Watkinsów (w tej na pozór idealnej rodzinie zdecydowanie coś nie gra i główna bohaterka powieści Park postanawia poznać prawdę i jej pomóc).
To było naprawdę miłe zaskoczenie wziąć do ręki powieść przeznaczoną dla młodzieży i nie móc się od niej oderwać. Dość ciekawie zarysowana psychologiczna warstwa książki nie jest nazbyt „udoroślona”, a jednocześnie na tyle ciekawie i mądrze poprowadzona, iż młody czytelnik może z niej wynieść pozytywne wartości. A tematów poruszonych przez autorkę jest wiele, m.in.: przeszłość – teraźniejszość (jak wydarzenia z przeszłości wpływają na nasze aktualne życie), prawda – fikcja (nie zawsze wszystko jest tym, czym się wydaje być), przyjaźń i miłość (jak wpływają na nasze życie), relacje rodzinne (bywa, że można je określić po prostu jako „to skomplikowane), problemy na linii dziecko – rodzic (czy da się naprawić relacje, które „kuleją”) czy tajemnice (co się za nimi skrywa?).
„To skomplikowane. Julie” to przyjemna, zabawna i całkiem mądra książka o przyjaźni, miłości i tym, że nie wszystko jest tym, czym mogłoby się nam wydawać. Zdecydowanie nie jest to literatura aspirująca do bycia „wielką”, ale nie można powiedzieć o niej również, iż to „banalna” powieść. Z chęcią poznałabym dalsze losy Julie i rodziny Watkinsów. 
„To skomplikowane. Julie”, Jessica Park
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: OMGBook
Rok wydania: 2016

Zapomnieć się choć na chwilę…

IMG_20160507_142012

Fotografia: BŚJC

Czas to według mnie pojęcie względne. Czasem krótka chwila znaczy więcej aniżeli wiele długich lat. Spokój ducha, ten prawdziwy, to coś tak bezcennego, że nikt jeszcze nie przeliczył go na matematyczne parametry. Szczęście – czym jesteś? No czym? Tak sobie myślę, że jego istota skrywa się w prostocie. Nie ważne, co je nam przynosi, ono sprawia, że jest dobrze, lepiej, lżej, milej i przyjemnej. Jest niczym gigantyczny balon, który podlatuje do mnie, zaprasza do złapania się za sznureczek i unosi do góry, do chmur, ku niebu. A kiedy już jestem blisko słońca jest ciepło, jasno, czuję tylko dobroć, a serce przepełniają radość i spokój.

IMG_20160506_145636

Fotografia: BŚJC

Kiedy jestem w górach czas zatrzymuje się, przepełnia mnie błogi i jakże przyjemny spokój ducha, a szczęście dosłownie zaprasza moją osobę do tańca. Góry pozwalają mi zapomnieć się. Zapomnieć o bożym świecie, zapomnieć też o sobie i tym całym niewidocznym bagażu życia zapakowanym w także niewidoczną walizkę. Oczyszczają. Przechadzam się dolinami, wspinam się na szczyty, patrzę i oddycham. Próbuję zapamiętać te wszystkie wspaniałe widoki. A kiedy zmęczone nogi wysyłają do mózgu sygnał, że pora usiąść i odpocząć od wędrówki, siadam i dalej oddycham i patrzę. Podziwiam je i czuję do nich respekt. Marzę, ale to żadne marzenie, które mogłabym ubrać w jeden konkretny obrazek czy konkretne słowa. To raczej stan ducha, który chciałabym, aby zawsze mi towarzyszył.

C-pop, czyli pop po chińsku

C-pop wyparł komunistyczne hymny. Stworzył nową generację osób hołubiących przyjemne dla ucha rytmy karaoke. Nie ma jednak w nim nic z aktu młodzieńczego buntu. Usłyszysz tu tysiące piosenek, ale w gruncie rzeczy to jedna piosenka brzmiąca „baw się dobrze”. Dominuje bowiem napędzanie przyjemności i kreowanie życia, w którym nic nie trzeba zmieniać. Rząd lubi, kiedy pop promuje partyjne wartości i łagodzi masy. Tak oto chińska muzyka popularna wykreowała celebrycką, schludną i docierająca pod strzechy milionów osób muzykę.

Całość artykułu możecie przeczytać tutaj: http://topmejt.co.uk/c-pop-czyli-pop-po-chinsku/

A tu jeszcze mały muzyczny bonus ode mnie!:-) I piękne „Ye Qu” Jaya Chou