Jay Chou i „Green Hornet”

Przepraszam za małą przerwę w blogowaniu, ale dałam sobie chwilę wolnego od BŚJC. Tymczasem zauważyłam, że HBO puszcza teraz „Green Hornet” (2011), w którym fani Jay’a Chou mogą go podziwiać w roli Kato. Kto jeszcze nie widział produkcji z udziałem jednego z najbardziej popularnych muzyków z Chin – warto rzucić okiem na ten tytuł.

„Green Hornet” – to amerykańska komedia akcji nakręcona na podstawie komiksu. Bohaterem filmu jest wydawca gazety „Daily Sentinel”, który jako zamaskowany Green Hornet wypowiada wojnę przestępcom. Pomaga mu mistrz wschodnich sztuk walki – Kato. To dość nietypowy obraz o superbohaterach, stworzony z myślą o fanach komiksu. Co prawda film był mocno skrytykowany w USA przez tamtejsze media, ale…

9 thoughts on “Jay Chou i „Green Hornet”

    • Heh, a niektórzy są odmiennego zdania – jak Amerykanom nie przypadł do gustu jakiś film, etc., to jest znak, że być może warto rzucić na to okiem;D

      A „Green Hornet” z Jay’em Chou to po prostu chyba film… dla dużych chłopców;D

      • Wiesz, po tym można poznać dobre kino, że widz nie zasypia, ziewa i nie kręci głową naokoło szukając czegoś ciekawego. Brzydko to określę, ale dużo filmów (ogólnie łatwo dostępnych) z dużego ekranu (w tym akcji) jest niestety „prosta jak drut”. No, ale na szczęście jest i dobre kino, któremu warto poświęcić czas;)

      • oj tak, warto wynajdywać perełki… mam nadzieję, że nie grymaszę jak tetryk, ale wydaje mi się, że coraz trudniej o dobry film poruszający serce i mózg…

      • Bo trudno, ale nie wiem czy mówiąc „kiedyś”, to kiedyś było łatwiej o takie prawdziwe filmowe perełki.Na pewno jeszcze kilka lat wstecz filmowcy dbali bardziej o detale czy o klimat (np. wiele filmów z lat 80. czy 90. lubię właśnie za świetny klimat, którego niestety obecnie mało reżyserów potrafi stworzyć). Wydaje mi się, że po prostu obecnie dzieje się tak ze względu na to, że kino dla przeciętnego widza obrało tak naprawdę jeden kierunek – komercję. A to znowu spowodowało, że choć potencjalnie film dla masowego widza mógłby być dobry, często jest przeciętny, gra oklepanymi zagraniami, a bywają i takie, które są po prostu zwyczajnym chłamem.

      • otóż to, widzę to bardzo podobnie. Nic dodać nic ująć. W kinie nie ma już magii. Ja – kiedyś zapalony kinoman, w czasach liceum i studiów łażący do kina nie rzadziej niż 3 razy w miesiącu (a na ogół równo raz na tydzień), teraz jak mam iść do kina to zaczynam symulować różne bóle… bo mi się nie chce. Bo to strata czasu. Bo wolę ziewać na kanapie…

      • Otóż to, kino traci magię, nie jest już tak magiczne i nie wywołuje w nas takich przeżyć, jakie np. pamiętam z czasów, kiedy byłam dzieckiem. I to jest paradoks, że z postępem techniki, możliwościami nie idzie tworzenie niesamowitych obrazów. Inna trochę sprawa to powstawanie coraz większej ilości filmów, których świat przypomina scenografię z gier. Pożyjemy, zobaczmy jak kino będzie się rozwijało.

      • właśnie…

        pamiętam, że kiedyś bardzo mnie ekscytowało „Final Fantasy” – pierwszy film w całości zrobiony w komputerze. Dzisiaj zaczynają mnie ekscytować filmy, które robiono w całości poza komputerem😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s