Justin Bieber po chińsku = brak mi słów

Wybaczcie, że wrzucę Wam dziś video, które nie prezentuje żadnego poziomu muzycznego, ale to trzeba zobaczyć i usłyszeć! Ostatnio mam <wręcz> manię słuchania znanych światowych przebojów po chińsku. W ten oto sposób dotarłam dziś do pewnej chińskiej wersji piosenki „Baby” Justina Biebera. Numer na tyle mnie rozwalił, że aż popłakałam się (naprawdę) i postanowiłam, abyście też o zobaczyli:D P.S.: wytrwajcie do końca!:D

13 thoughts on “Justin Bieber po chińsku = brak mi słów

    • heh;X Ja dawno tak się nie wzruszyłam:D A najlepsze jak spadł z tej krowy na końcu…:D Dobrze, że nie ma jakiś kar za „twórcze i własne” wersje znanych piosenek

    • heh, gorzej to zawsze może być. No, ale wypada mi się Wam tu do czegoś przyznać. Na mojej mp3 jest kilka kawałków J.B…. Wiem, że to wstyd…, ale mi się niesamowicie przyjemnie pracuje przy jego kilku piosenkach….:D

      • hmm… brawa za odwagę😉. W formie rekompensaty przyznam się, że kiedyś, w liceum, słuchałem spice girls. To jedna z bardziej mrocznych tajemnic w moim życiu. Do dzisiaj budzę się z krzykiem jak o tym pomyślę ;-D

        a poważnie: to że JB śpiewać nie umie, nie oznacza, że jego słuchanie jest powodem do wstydu. To on się powinien wstydzić (ujemnych umiejętności), nie Ty😉

      • Do odważnych świat należy:-) No to ja ci powiem, że w czasach szkolnych słuchałam wyjątkowo dobrej muzyki jak na tamten wiek. Powiem wręcz, że byłam wykluczona (i szczęśliwa z tego powodu) spoza „kręgu” ze względu na to, że nie cierpiałam wielu wówczas modnych piosenkarzy /muzyków. Np. nie znosiłam pana co się nazywa J. Stachurski i głośno o tym mówiłam. Nie rozumiałam też jak można kupować Bravo i gapić się w jakiegoś kolesia, który lepiej wygląda niż śpiewa i słuchać go za to, że właśnie lepiej wygląda niż śpiewa:D A do Spice Girls można mieć sentyment, to były dopiero narodziny grup tego typu i każdy przyglądał się i słuchał ich z mniejszych lub maniaczym zainteresowaniem.
        A J. Bieber może jest czy nie jest wstydem, choć raczej nie wypada się z tym afiszować:d, naprawdę pozytywnie wpływa na mnie, kiedy mam dużo pracy i potrzebuję rozluźnić się przy jakieś niewymagającej i leciutkiej muzyce:D

      • w liceum u mnie słuchało się rocka, a więc różnych Perfectów i okolic. Dzisiaj pozostał mi jakiś sentyment, choć nie trawię tych starych pryków, które już nawet na emeryturę się nie nadają😉.

        na studiach zaciekawiłem się jazzem i bluesem, to jest muzyka, którą lubię najbardziej. Co ciekawe, chętnie słucham klasyki, ale na własnych warunkach😉. Czyli nie że wszystko, nie jak leci, ale wybieram i selekcjonuję. Od czasu do czasu posłucham rocka, grunge… kurcze, nawet Marilyn Manson trafia w moje gusta😉. Wszystko jest dla ludzi, może nawet Bieber ;-D. Czepiam się go, ale chłopak nie ma głosu i śpiewać nie potrafi, zrobili go gwiazdą na siłę, co zresztą nie jest dzisiaj takie niezwykłe. Mnóstwo utytułowanych piosenkarzy ma cieniutkie głosiki, zerową skalę i nawet nie potrafią połączyć formy z treścią, tzn. śpiewają jakby nie wiedzieli o czym… Znak czasu chyba.

      • I tu zgadzam się z Tobą. Znakiem naszych czasów są „produkty”, a nie prawdziwi muzycy. Oczywiście nie ma co wszystkich wrzucać do jednego worka bo muzyk nie równy Muzykowi, ale coś w tym jest. Jak spojrzy się na piosenkarki i piosenkarzy, którzy dziś królują na listach przebojów, są we wszystkich kolorowych magazynach i zarabiają jak Bieber okrągłe miliony, to po prostu nic więcej, ani mniej jak „twory”. Tak naprawdę można by było każdego innego „ładnie” śpiewającego i „ładnie” wyglądającego chłopaka wylansować w USA na tych samych warunkach co J. B. Z drugiej strony dzisiejszy rynek muzyczny daje takie możliwości, że każdy tak naprawdę ma szansę wejść do tego świata, o ile ma samozaparcie i talent. Szkoda tylko, że za dużo takiego „nie wiadomo czego” jest na tym rynku. Od pewnego czasu przestałam słuchać większości stacji radiowych bo nie potrafię strawić tego, co puszczają. No, ale niech każdy słucha czego tam sobie życzy i lubi.
        Stary dobry rock nigdy się nie znudzi i nie wyjdzie z mody. A co do jazzu i blusea. To mogę tutaj pociągnąć za język. Może coś mi polecicie…?

      • niestety, rynek jest jaki jest… i nie wygląda dobrze ;-(. A talent to na ogół za mało aby cokolwiek osiągnąć. Z tego co wiem – przyznaję, że specjalistą nie jestem – na ogół preferuje się osoby bez talentu, ale o odpowiedniej aparycji, bo są chętniejsze do wdrożenia w schemat, podczas kiedy ci utalentowani mają jakieś dziwne przekonania o własnych umiejętnościach😉. A dzisiaj schemat to wszystko, liczy się powtarzalność… Nie ma już czegoś takiego jak piosenka autorska…

        co do bluesa i jazzu… oj, bardzo chętnie byśmy coś podrzucili😉. Nie wiem czy dzisiaj jestem w stanie sięgnąć do pamięci i wyskrobać jakieś fajne rzeczy, bo jestem tak zmęczony, że nie potrafię myśleć o muzyce, ale spróbujmy… Johny Cash i Blues Brothers z klasyki. Do tego trochę Dżem, ale bez wielkiej miłości. To blues, pierwsze typy. Z jazzem gorzej, bo słuchamy go znacznie więcej i nawet nie wiem od czego zacząć. Na pewno starocie: Armstrong, Fitzgerald, Aretha Franklin, Ray Charles. Oraz Sinatra a nawet Rat Pack😉. Do tego cała masa współczesnego jazzu, sporo muzyków polskich… No i nie wiem jak sklasyfikować Elvisa😉

      • Ostatnio na temat tzw. przebicia się rozmawiałam ze znajomą i obie stwierdziłyśmy, że chociażby przykład tej Juli (już mniejsza o to, że to nie muzyka dla mnie), która puszczając swoje piosenki w internecie wybiła się – daje nadzieję i pokazuje, że jednak nawet w naszej PL są jakieś szanse dla ludzi spoza pewnego kręgu na to, aby przebić się do szerszej publiczności.
        Racja, talent to za mało. Liczy się kto jaki ma kręgosłup i samozaparcie, ile potrafi pracy i policzków od życia przyjąć.
        Myślę, że dziś bardziej niż kiedykolwiek rynek muzyczny mocno się podzielił na plastikowy wierzch i tętniący życiem świat pod blatem.
        Jeszcze niedawno to bym bolała nad tą całą powtarzalnością i kiczowatością muzyki, plastikowymi piosenkarkami i piosenkarzami, którzy oprócz tego, ze są przystojni to nic innego nie mają do zaoferowania, a których słuchają grube miliony. W pewnym momencie stwierdziłam, że a co mnie to obchodzi… Kto chce tego słuchać, niech słucha. Lepiej się zająć prawdziwą muzyką. Jej przecież jest tak wiele.
        Co do blusea i jazzu to chyba wszystkiego też słucham, co tu wymieniliście. A Elvis to po prostu Elvis;-)

      • istnienie internetu daje pewną nadzieję, bo faktycznie ułatwia promowanie ludzi poza głównym kręgiem, ale praktyka pokazuje, że i w tym przypadku obowiązują prawa dużych grup i dużych liczb. Oglądałem kilka przykładów takiej promocji i większość z nich pod względem wartości nie odstawała od mainstreamu. W pewnym sensie popularność jest towarem samym w sobie i przekłada się na coraz większą popularność. Jak ktoś zaczyna być znany, to jest znany coraz bardziej, aż w końcu jest znany dlatego, że jest znany😉

      • Tylko, że tylu ludzi ilu lubi to, co „popularne”, żyje tylko po to, aby mieć i być „modnym”, tyle samo osób nie znosi tego, co jest na TOP-ie, co jest trendy, jazzy, etc. Czasem sobie myślę, że jak to jest… Przecież wytwórnie z tymi swoimi specami od reklamy tak naprawdę mogliby lansować dla mas o wiele lepszych muzyków, bo po prostu trzeba „powiedzieć” masom, że to jest fajne. Tylko, że zamiast pewne „narzędzia” wykorzystywać do lansowania wartościowych artystów promuje się pseudoartystów, którzy są bardziej znani z tego jak wyglądają, czego na sobie nie mają, co łykają, i z kim sypiają. No, ale kto chce wchodzić do branży muzyki popularnej, bo tak naprawdę o tej tu mowa, musi się liczyć z prawami rynku.
        Heh, „Jak ktoś zaczyna być znany, to jest znany coraz bardziej, aż w końcu jest znany dlatego, że jest znany” – a czy to nie o polskich celebrytach…?:D

      • wydaje mi się, że w muzyce – i właściwie w wielu innych dziedzinach kultury – kluczowym momentem było przestawienie się producentów na odbiorców wcześniej nie respektowanych, ze szczególnym uwzględnieniem dzieci. To jest żyła złota, bo młodzi mają najwięcej do wydania na duperele i łatwiej im wcisnąć cokolwiek. A zatem cała produkcja musi być dostosowana do szerokości nowo otwartych drzwi. To nie moja teoria. Czytałem kiedyś o tym, rzecz jest w sumie bardziej skomplikowana, ale nie mnie o tym gadać. W każdym razie jest to odpowiedź: czemu nie promuje się wartościowej muzyki. Bo wartościowa muzyka nie jest sprzedawalna dla ulubionego targetu.

        ciekawostka z innej branży: kiedy producenci aparatów fotograficznych odkryli, że lustrzanki oprócz profesjonalistów mogą także kupować amatorzy i to w znacznie większej ilosci przestawili w ogóle specyfikację produkcji lustrzanek. Aparaty stały się tańsze, łatwiejsze w obsłudze i przez to dostępniejsze dla każdego. Jednocześnie profesjonaliści zaczęli narzekać, bo w pewnym sensie trudniej jest kupić aparat o parametrach do bardziej wyrafinowanej roboty. Skoro profesjonalistów jest promil, a amatorów-fotografów kilkadziesiąt procent, to do czyich wymagań warto się dostosować?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s