Chineasy. Nowy sposób czytania po chińsku

Pokonać barierChineasy_okładka_PWNę, przebić się przez wielki mur (chiński), znaleźć swoją drogę – tego życzyłby sobie każdy, kto postanowił podjąć próbę nauki chińskiego. Nie przypadkowo użyłam słowa „próbę”. Chiński bowiem szybko wychwytuje naszą słabość /nasze słabości i wykorzystuje je przeciwko nam mówiąc „odpuść sobie”.

Nie popadajmy jednak w skrajność. Językiem tym włada ponad miliard osób na Ziemi. Skoro oni mogą, dlaczego właśnie i nie ty?A nie jest łatwo, a wręcz trudno. Większość języków obcych (przepraszam za generalizację) nie wymaga „aż takiego” oddania, poświęcenia i zintensyfikowanej mobilizacji każdego dnia.

Chineasy_znaki chińskie

PWN

Gdy z bliska przyjrzymy się osobom, które uczą się lub nauczyły się tego języka szybko okazuje się, że większość z nich związana jest w jakiś sposób z Chinami. Bo bez trwałego sympatyzowania i stałej relacji z „czymś” chińskim nie da się „wytrzymać” próby chińskiego, a przynajmniej jest to zadanie bardziej utrudnione (chyba, że jesteś jednym z wybrańców, którym wszystko przychodzi łatwo, nawet chiński). Pasja w tym przypadku przenosi góry.

(…)

Całość recenzji dostępna na stronie eChiny.pl: http://echiny.pl/kultura/ksiazki/chineasy-nowy-sposob-czytania-po-chinsku/

9 thoughts on “Chineasy. Nowy sposób czytania po chińsku

  1. chiński jest bardzo kontekstowym językiem – myślę, że jego struktura jest nie do przeskoczenia dla kogoś, kto jest mocno przywiązany do europejskiej zero-jedynkowości zamkniętej w dwudziestu czterech znakach…

    Dodajmy jeszcze, że polski też nie należy do łatwych ;D

    Bardzo fajna książka, z samej recki zapamiętałem kilka piktogramów ;-D

    • To jedna rzecz, o czym piszecie. Druga to tony, które mogą przyprawić o szał:D

      Wbrew tej całej trudności, barierze, ilości pracy, jaką trzeba włożyć, aby władać tym językiem, warto dodać, a przynajmniej wg mnie tak to widzę, to jeden z najbardziej logicznych języków.

      • nie mam doświadczeń z chińskim i chyba podziękuję. Za dużo innych rzeczy na głowie. Ale uczyłem się kilku europejskich języków – angielskiego, niemieckiego i hiszpańskiego. Ostatnio trochę zainteresował mnie rosyjski. Tylko angielski opanowałem w postaci zaawansowanej, zresztą używam go na co dzień. I bardzo lubię ten język, pasuje mi jego melodyka i gramatyka. Ostatnio jednak doceniam także niemiecki😉

      • A ja najbardziej lubię polski, o!;)

        Z chińskim to najgorsze są początki. Wbicie się w ten system i opanowanie podstaw. Jeśli przetrwa się najgorsze i nie dostanie się szału, jeśli się nie skapituluje, im dalej w las, tym czuje się swobodniej, bo nie to, że nauki tak mało:D

        Hiszpańskiego nie uczyłam się, miałam kiedyś chęć, ale jakoś okazji nie było. Uczyłam się trochę włoskiego, na moje potrzeby – komunikowania się po prostu – starcza.

        Hehe, bo niemiecki to język handlowy, pewnie stąd doceniasz jego zalety, co? Ja nie przepadam za tym językiem,a te nieznośnie długie słowa… och!

        Rosyjski trochę znam. Jak planujesz jakąś podróż po Rosji czy tam na wschód, to bardzo przydatny, bo na dalekiej prowincji angielski nic nie daje.

        A co do angielskiego… to wg mnie po angielsku każde słowa piosenki dobrze brzmią:D No i gratulować zaawansowanego ang! A w jakiej odmianie płynnie mówisz?

      • włoski jest podobny do hiszpańskiego, moja Iza uczyła się włoszczyzny, parę razy sobie porównywaliśmy – wychodzi to zwłaszcza przy oglądaniu filmów z napisami z oryginalnym językiem włoskim lub hiszpańskim😉. Dodam, że w hiszpańskim jestem noga, bo niewiele pamiętam a i kiedyś nie chciało mi się uczyć. To był już ten moment😉

        niemiecki, podobnie jak angielski, jest szalenie łatwy w mechanice słowotwórczej. Dodawanie przyrostków lub przedrostków w prosty sposób zmienia znaczenie słowa, a uzyskane w ten sposób słowo jest doskonale zrozumiałe😉. Mój angielski to mix. Baza to klasyczny angielski łamany przez angielski międzynarodowy. W dobrych czasach potrafiłem poudawać Australijczyka lub gostka z Sussex ;-P. Teraz, paradoksalnie, mówię kiepsko, bo rozmowy w tym języku – handlowe – trwają po kilka godzin, są bardzo intensywne i emocjonalne. W takim natłoku wszystkiego przestaje się zwracać uwagę na detale, liczy się tylko przekaz – i język kostnieje, staje się chropowaty… Ale ja tak mam nawet w polskim, po kilku godzinach rozmowy zaczynam być niesłyszalny i sam się nie rozumiem ;-P

      • Nie wiem czemu, ale niemiecki nigdy nie należał do moich „językowych” ulubieńców. Masz rację, mechanika słowotwórcza jest do opanowania dla każdego, ale ja i tak zawsze kręciłam nosem jeśli idzie o ten język. Swego czasu za to lubiłam filmy:D Do dziś pamiętam kawał z jednego z nich. Jak koleś (szkolniak) podrywając laskę pyta się: „a nie zastanawia cię czemu smerfetka była jedyna w wiosce?”. Po chwili padła odp., której pewnie się spodziewasz. Nie będę tutaj sprośności wypisywała:D

        Ja lubię australijski slang:D W ogóle lubię Australię i ich ten australijski sposób na życie.

        Ja czasem jak mówię po polsku i używam wysublimowanych słów, a jestem padnięta, to łapię się na tym, że analizują słowo i dochodzę do wniosku, że brzmi jak z innej planety i nie rozumiem sama siebie:D

      • buahaha, dobre z tą smerfetką ;-P. Podrzuć tytuł filmu ;-D

        język polski jest mocno zapożyczony z innych języków, ale zarazem nie pozostawia dużej swobody słowotwórczej. Ma jednak ciekawe momenty ;-P

      • Jeśli mnie pamięć nie myli to w tym filmie był ten tekst o smerfetce. A ten film to w ogóle jest tak głupkowaty chwilami, że aż rozwalający:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s