„Chciałem opowiedzieć o współczesnych Indiach…” – wywiad z Pawłem Skawińskim, autorem książki „Gdy nie nadejdzie jutro”


Skąd zrodził się pomysł na napisanie reporterskiej opowieści „Gdy nie nadejdzie jutro”?

Chciałem opowiedzieć o współczesnych Indiach. O tym co się dzieje w tym kawałku naszej planety, który jest nam kompletnie nieznany, a gdzie w przyszłości będą zapadały najważniejsze decyzje właśnie nas dotyczące. I to prawdopodobnie bez naszego udziału, jeśli się nie obudzimy i nie zaczniemy uczyć się Wschodu.

Brakuje takich książek. Może dlatego, że łatwiej i wygodniej jest obserwować świat siedząc w fotelu, przed komputerem podpiętym do internetu. Ale chociaż internet jest wspaniałą sprawą,  kipi opiniami, ideami, pomysłami, to jednak jest tylko odbiciem prawdziwego świata. Kompletnie nie rozumiem jak można pisać o jakimś kraju, albo ważnym wydarzeniu, na przykład o rewolucji w krajach arabskich siedząc w redakcji w Warszawie. Żeby o czymś uczciwie pisać trzeba się ubrudzić, zmęczyć, spocić. Poczuć atmosferę ulicy, wejść między ludzi. Nawet jak się nie zna lokalnego języka, to można wczuć się w nastroje ludzi. Przecież człowiek komunikuje się przede wszystkim niewerbalnie.   

Taki banalny przykład – protesty w Hiszpanii. Tak blisko, w Europie, a niemal nikomu nie chciało się tam pojechać. I ukuto powszechnie obowiązującą teorię, że na placach Barcelony i Madrytu protestowali młodzi, leniwi, bezrobotni. A wystarczyło tam pojechać, porozmawiać z tymi ludźmi, żeby zorientować się, że chodziło o demokrację. Że ci ludzie chcą zmiany systemu w Hiszpanii, bo teraz ich głos nic nie znaczy – niezależnie jak zagłosują, rządzą dwie partie, które różną się między sobą tylko retoryką.

To jest zadanie reportażu – pokazać nieznany nam wycinek rzeczywistości, i tego „Obcego”, w sposób jak najbardziej uczciwy. Moja książka jest właśnie zbiorem reportaży, a nie relacją z wycieczki do Indii. Pisanie tych najmocniejszych było trudną przeprawą, musiałem je odchorować. Te reportaże dotykają bardzo różnych tematów – nie wiem czy to jest zaleta, czy wadą książki, ale bardzo zależało mi na pokazaniu różnych fragmentów współczesnych Indii. Dlatego też dużo eksperymentowałem z formą, znalazł się tam nawet wywiad.

Prawdopodobnie następna książka skupi się już na jednym, dużym temacie i zostanie napisana w jednym stylu.   
 
Gdyby miał Pan w jednym zdaniu powiedzieć: „Gdy nie nadejdzie jutro” jest to opowieść o…?

… współczesnych Indiach i Nepalu, miejscach, które funkcjonują w naszej świadomości jako czysta egzotyka, a zasługują na uczciwe potraktowanie, przyjrzenie się im ponownie, bez uprzedzeń.


Poprosiłabym o rozwinięcie zdania ” Ludzie, których spotkałem na swojej drodze w Indiach i Nepalu…”:

… zawsze mnie zaskakiwali. Podejściem do życia, uporem, konsekwencją, hartem ducha. To pozytywne postacie. A negatywne – no cóż, trudno zrozumieć ciemną stronę natury ludzkiej. Może to naiwne, ale wciąż myślę, że jednak płacą dużą cenę za swoje przewinienia. Człowiek jednak woli być uczciwy, chce być w porządku. Tak dla samego siebie, dla zdrowia psychicznego.  Ale też nie ma ludzi kryształowych, bez wad. Nie ma ludzi świętych – nawet ci święci, grzeszą jak diabli.

Paweł Skawiński – Urodzony w 1981 roku w Kielcach. Ekonomista, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Dziennikarz specjalizujący się w Azji. Na subkontynencie pracował w jednej z tamtejszych korporacji oraz jako wolontariusz. Częściej przebywa w Indiach i Nepalu, w Polsce tylko pomieszkuje. W Nepalu nakręcił dokument filmowy o największej na świecie rytualnej ofierze ze zwierząt. Pracuje społecznie przy projekcie „Piekarnia w Nepalu”, który ma na celu budowę piekarni dla uchodźców tybetańskich na północy kraju (https://www.facebook.com/piekarniawnepalu, http://piekarniawnepalu.dreamhosters.com/?page_id=51)

Japończycy nadal pozostają samurajami choć pozornie przypominają Europejczyków w swoich czarnych garniturach.

Wciąż – niestety – nasza wiedza o Japonii jest praktycznie niezmienna;  nikła i pełna wręcz karykaturalnych obrazków Japończyków.
Co jest prawdą, a co kłamstwem?  A może prawdą leży po środku?

W rozmowie z Małgorzatą Olejniczak, która fascynuje się Krajem Kwitnącej Wiśni od 11 lat, padną najczęściej pojawiające się zagadnienia i stereotypy związane z Japonią wśród Polaków.

Japonia to kraj wiecznie uśmiechniętych ludzi.

Małgorzata Olejniczak: Tak. Japończycy są wyjątkowo uprzejmi i często uśmiechnięci. Jednakże powody do uśmiechania się mogą być bardzo różne i zdradliwe. Uśmiech towarzyszy np. zażenowaniu, kiedy robimy coś nie tak, jak powinniśmy czy w sytuacji problemu nie dającego się natychmiastowo rozwiązać. W obliczu ostatnich tragicznych wydarzeń Japończycy w wielu przypadkach zamiast narzekać i dramatyzować…uśmiechali się.

Hierarchia społeczna.

M.O.: Od czasów samurajów jest głęboko zakorzeniona w mentalności Japończyków. Widoczna i obecna w dzisiejszych układach rodzinnych, zawodowych i towarzyskich. Nawet język japoński stosuje się do niej i jej praw. Na określenie tej samej rzeczy używa się innych słów, w zależności od tego do kogo się zwracamy. Czasem zadziwia nas (cudzoziemców – gaijinów) zachowanie Japończyków między nimi samymi, ponieważ nie jesteśmy świadomi ich silnych hierarchicznych zależności.

Japończycy nie lubią się wyróżniać.

M. O.: Społeczeństwo japońskie wychowano w duchu grupy, wspólnych działań i wzajemnych zależności, więc wyróżnianie się nie jest dobrze widziane i świadczy o zarozumiałości i braku skromności. Często sami Japończycy widzą negatywne aspekty konformizmu. Z drugiej zaś strony są świadomi, że to jednak bardzo pomaga przeżyć w sieci układów społecznych. Ten, kto wyróżnia się zbyt jednoznacznie i otwarcie swoimi poglądami czy zachowaniem, zostaje odrzucony przez grupę.

Autor: Małgorzata Olejniczak

Prywatność.

M. O.: W kraju, w którym jest tak mało miejsca- prywatność jest często zredukowana do minimum. Na przykład w porze lunchu, w ogrodzie siedzi się na skrawku ławki; w zamyśleniu ze wzrokiem skupionym na pejzażu i nie zwraca się uwagi na tłum innych osób. W metrze, w ścisku i na stojąco czyta się książki, które są owinięte w neutralny papier tak, żeby nie można było zobaczyć okładki. Nie rozmawia się przez telefon, nie używa się perfum, aby nie zakłócać prywatności innych osób skazanych na nasze towarzystwo. W środowisku zawodowym granica między biznesem i sprawami prywatnymi jest mało zaznaczona. Pracownicy latami poznają się, spędzają razem wiele czasu i tworzą mocne więzi niezbędne do skutecznej pracy opartej na wzajemnym zaufaniu.

Japonia jest „tradycjonalistką”.

M.O.: I tak i nie. Tak, w układach zawodowych, gdzie panują od dawien dawna niezmienne prawa i zasady. Tak, w modelu rodzinnym, gdzie kobieta w większości przypadków żegna się z karierą  zawodową w momencie wyjścia za mąż. Tak, w wielu innych sprawach. Ale nie, kiedy patrzymy na szalony pęd do zmian i zwariowany świat konsumpcji, który zalał Japonię w sposób spektakularny i wręcz szokujący, a wszystko co powstało wczoraj czy nawet dziś traci wartość z godziny na godzinę. Nie, kiedy konfrontujemy się z fantastyczną wyobraźnią Japończyków, która potrafi np. w rozmaitych wynalazkach czy w architekturze, wywrócić świat do góry nogami, najczęściej z poczuciem humoru.

 

Autor: Małgorzata Olejniczak

Każdy pan w średnim wieku chodzi w ciemnym garniturze.

M.O.: Każdy Japończyk rozpoczynający pracę w biurze porzuca podarte i kolorowe spodnie, dziwaczne buty, oryginalne okulary bez szkieł, pomięty kapelusz i zmywa z poczochranych włosów jaskrawą farbę i litry żelu. Odtąd jego garderobiany świat sprowadza się do czarnego garnituru, białej koszuli i ulizanej grzecznie fryzury. Prążki, paski, szarości? Z wielkim umiarem i na pewno nie na spotkanie z wielkim szefem firmy.

 Pracoholizm po japońsku.

M.O.: Za pracoholizmem kryje się świat wieloletniego wdrażania się w sprawy swojej firmy, poznawania kolegów, tworzenia z nimi ścisłych relacji i nieustannego pielęgnowania stosunków z klientami. Wielu pracowników spędza całe dnie na odwiedzaniu klientów i na spotykaniu partnerów z innych firm, co jest niezwykle ważne w Japonii. Dopiero wieczorem jest czas na zajęcie się sprawami leżącymi na biurku, na przemyślenie dnia. Na dodatek wspólne chodzenie z kolegami do restauracji czy baru jest nieodzowną częścią pracy, bowiem o wielu sprawach nie dyskutuje się w biurze. Po miłym, wspólnie spędzonym wieczorze wiele konkluzji, porozumień i decyzji ma miejsce właśnie późnym wieczorem, w taksówce wiozącej pracowników z baru do domu.

Autor: Małgorzata Olejniczak

Szklany sufit.

M.O.: Miasto japońskie za dnia to miasto kobiet. W modelu japońskiego życia mężczyźnie przypadła rola zdyscyplinowanego pracownika, w pełni oddanego swojej firmie. Tymczasem kobiety najczęściej rezygnując z kariery zawodowej zajmują się domem i wychowaniem dzieci, wolne chwile spędzając w sklepach, kawiarniach i restauracjach, w tych ostatnich głównie w porze lunchu. Wieczorami kobiety zajmują się sprawami domowymi, co do których posiadają niepisaną i absolutną władzę. Miasto wieczorem przechodzi w ręce mężczyzn, którzy wspólnie z kolegami z pracy spędzają czas na rozmowach; jedząc, popijając sake i w ten sposób popychając do przodu japoński świat biznesu. Kobieta niezależna, niezamężna i spełniona zawodowo istnieje, ale nadal należy do mniejszości.

Odmienność. Aż tak bardzo się różnimy?

M.O.: Tak. Różnimy się tak bardzo, że nie jesteśmy w stanie całkowicie przeniknąć i zrozumieć naszej odmienności. Po ponad 10 latach wielu podróży i dłuższych pobytów w Japonii zaczynam rozumieć pewne zachowania i przejmuję je kiedy tam jestem. Jednakże wiele spraw pozostaje dla mnie nadal absolutną tajemnicą i chyba nie przekroczę nigdy pewnej niewidzialnej bariery. Ponad 700 lat kultury samurajskiej zrobiło swoje. Współcześni Japończycy nadal pozostają samurajami, choć pozornie przypominają Europejczyków w swoich czarnych garniturach.

 Japończyk zna tylko język japoński.

M.O.: Tak. Tylko niektórzy Japończycy władają dobrze językiem obcym, np. angielskim, francuskim czy niemieckim. Wielu Japończyków zna kilka słów czy zdań angielskich co wystarczy, aby chętnie podeszli do nas na ulicy i spróbowali nam pomóc w momencie, kiedy od 15 minut stoimy przed mapą np. jakiejś dzielnicy i przyglądamy się w skupieniu japońskim „krzaczkom” …

 Obcokrajowcy nie są lubiani.

M.O.: Obcokrajowcy nie są lubiani, kiedy nie starają się przestrzegać zasad panujących w danym kraju i nie wykazują chęci do ich poznawania. Tak jest chyba wszędzie. Kiedy Japończycy widzą, że jesteśmy bardzo pozytywnie nastawieni do ich tradycji, zasad i do ich kraju, wykazują niesamowitą spontaniczność, okazują niezwykłą akceptację i reagują bardzo emocjonalnie. Kiedy wykazujemy zainteresowanie i znajomość kultury japońskiej poprzez odpowiednie zachowanie i szacunek bardzo często usłyszymy podziękowania za to, że zechcieliśmy w ogóle przyjechać do Japonii.

Najbardziej pochlebna i najbardziej niemiła opinia o nas Polakach.

M.O.: Gdyby istniała jakakolwiek niepochlebna opinia o Polakach na pewno żadnemu Japończykowi nie przyszłoby do głowy, aby mi o niej powiedzieć. Japończycy chętnie zwiedzają Polskę: Kraków, Warszawę, a nawet Oświęcim. Uwielbiają muzykę Chopina, oglądają filmy Kieślowskiego, znają Wałęsę i papieża Jana Pawła II. Nasz europejski świat bardzo fascynuje Japończyków. Generalnie Japończycy sięgają do naszych kultur po to, co najlepsze i to co najważniejsze i wiedzą o nas znacznie więcej niż my o nich.


 Rozmawiała Alicja Szulborska


Małgorzata Olejniczak Ukończyła studia dyrygentury chóralnej w Warszawie, a następnie studiowała przez 7 lat muzykę dawną w Paryżu. W 1997 roku zamieszkała w Szwajcarii, gdzie rozpoczęła dodatkowo pracę jako stewardessa w szwajcarskich liniach lotniczych Swissair (obecnie Swiss). Od 1995 roku intensywnie podróżuje po całym świecie, a od 2000 roku zafascynowała się Japonią i od tego czasu była tam ponad 200 razy. Mieszkała w Tokio między 2008 i 2011 rokiem. Pobierała lekcje malarstwa Sumi-e, makijażu historycznego (gejsze), a przede wszystkim poświeciła się odkrywaniu kultury japońskiej. Wystawiała swoje zdjęcia m.in. w krakowskiej manggha, w Pałacu w Przelewicach, w Domu Polonii w Warszawie i w Krakowie. Prowadzi we Wrocławiu warsztaty i kursy malarstwa Sumi-e, jest współorganizatorką wrocławskiego projektu Planeta Azja. Promuję kulturę japońską w swoim pensjonacie Rezydencji Terra Sudeta. Pisze artykuły i zamieszcza zdjęcia w Magazynie TORII. 1 lipca inauguruje autorską wystawę „Tu i teraz. Opowieści o Japonii” w Muzeum Ziemi Kłodzkiej. Pierwszy weekend lipcowy w Terra Sudeta będzie pod znakiem malarstwa. Jesienią poprowadzi warsztaty malarskie w ramach Dni Otwartych w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, a w grudniu 2011 w Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój rozpocznie się autorska wystawa malarstwa czarnobiałego Sumi-e.

W imieniu Pani Małgorzaty Olejniczak zapraszam do zapoznania się z „ofertą japońską” Rezydencji Terra Sudeta: http://www.terrasudeta.com/PL/OfferIndiv.htm

Zdjęcia: Małgorzata Olejniczak.

Wywiad z redaktor naczelną „TORII – Japonia znana i nieznana” – panią Adrianną Wosińską..

Pierwszy numer TORII ukazał się w 2008 roku jako naturalna odpowiedz na rosnące w naszym kraju zainteresowanie kulturą Japonii. Dlaczego warto kupić ten kwartalnik? Co łączy operę Madama Butterfly z  TORII? Od kogo wyszedł pomysł stworzenia magazynu? Kto tworzy redakcję?

Zapraszam na rozmowę z redaktor naczelną TORII – Panią Adrianną Wosińską.

Okładka marcowego numeru

Do kogo adresowane jest TORII?

Oczywiście do osób zainteresowanych Japonią i pragnących ją lepiej poznać. Celowo nie używam określenia „pragnących o niej czytać”, ponieważ nader często jedno nie ma wiele wspólnego z drugim. Ci, którzy chcą „czytać” o Japonii, mają już wyrobiony pogląd o niej i szukają lektur, które z nim harmonizują. Ci, którzy chcą ją poznać, szukają raczej czegoś nowego – niekoniecznie szokującego, skrajnie odmiennego czy egzotycznego – ale czegoś, co pozwoli im lepiej zrozumieć ten kraj i jego mieszkańców. Takie właśnie treści publikujemy w Torii i za to, jak wiemy z maili czytelników i spotkań z nimi, jesteśmy przez nich cenieni.

Dlaczego poleciłaby Pani zakup TORII osobie, która dopiero zaczyna interesować się Japonią?

Ponieważ staramy się przedstawiać Japonię taką, jaka jest. Nie szukamy sensacji, nie karmimy stereotypami, nie wybielamy jej i nie stajemy po żadnej stronie, gdy poruszamy tematy kontrowersyjne. To, czego wielu ludzi nie jest świadomym, to fakt, iż Japonia jest całkiem zwyczajnym krajem. Jej kultura jest bardzo odmienna od naszej, pewne wzorce zachowania bywają dla nas zaskakujące (i vice versa), co sprawia, że jest tak fascynująca i zawsze mamy o czym pisać – ale nie należy popadać w skrajność. Mimo daleko posuniętej globalizacji i „zmniejszania się świata”, w zachodniej świadomości wciąż pokutuje XIX-wieczny obraz Japonii wykreowany przez Lafcadio Hearna czy Pucciniego (mam na myśli operę „Madama Butterfly”), obraz romantyczny, przesycony nostalgią za „rajem utraconym” i kompletnie odrealniony. Staramy się walczyć z tym stereotypem, bo rzeczywistość jest dużo ciekawsza niż wykreowane w literaturze i filmie iluzje – które wcześniej czy później są skazane na konfrontację z prawdą.

Od kogo wyszedł pomysł i dlaczego, aby tworzyć tego rodzaju pismo?

Okłada nr.6

Ode mnie. Torii od początku było moim pomysłem i wytworem, choć nie zawsze wyglądało tak, jak tego pragnęłam. Chciałam stworzyć magazyn, w którym znalazłyby się artykuły na tematy ciekawe i niestandardowe. Chciałam stworzyć alternatywę dla pozycji takich jak „Wyznania gejszy” czy „Japoński wachlarz”, z których przeciętny Polak czerpie wiedzę na temat Japonii. Wreszcie chciałam podzielić się z kimś swoją pasją – i ostatecznie efekty przeszły moje oczekiwania. Spodziewałam się garstki czytelników (pierwszy numer nawet nie trafił nigdy do Empiku!), a dziś są ich krocie. Torii ostatnimi czasy wędruje do Japonii, Wielkiej Brytanii, Czech, a nawet do Hong Kongu.

W marcu ukazał się ósmy numer TORII. Widzi Pani zmiany w tworzeniu magazynu i kreowaniu jego wizerunku od pierwszego numeru z 2008 roku do aktualnego wydania?

To, jak wiele się zmieniło, widać gołym okiem. Jeśli wziąć do ręki pierwszy numer i najnowszy, ósmy – to jest zupełnie inne czasopismo. Zaczynaliśmy od formy biało-czarnej, dość luźno zaaranżowanej przestrzeni, offsetowej okładki – dziś wydajemy Torii w kolorze, na kredzie, z grubą, foliowaną okładką – no i właśnie przeszliśmy na kwartalny tryb wydawania. Na pewno teraz jest łatwiej, niż na początku. Pierwsze numery to były eksperymenty, uczenie się na własnych błędach, szukanie złotego środka między oczekiwaniami wydawcy – czyli inwestora – a własną wizją i oczywiście, co najważniejsze, oczekiwaniami czytelników. Od czwartego numeru otworzyłam własne wydawnictwo i od tej pory sami jesteśmy sobie sterem. Zwiększyła się też ilość osób współpracujących z nami, a więc i różnorodność tekstów, którymi dysponujemy. Pierwszy numer w połowie wypełniały teksty moje własne, męża i bliskich znajomych. Teraz co wydanie mamy kilkukrotnie więcej artykułów, niż możemy fizycznie w nim zamieścić – co również odbija się pozytywnie na poziomie i zróżnicowaniu tematycznym numeru. Od samego początku nie zmieniła się jedynie ogólna wizja magazynu jako źródła rzetelnych, ciekawych informacji na temat Japonii.

Okładka nr.3

Kto tworzy redakcję?

Redakcja jest bardzo zróżnicowana i jak na ironię, obecnie nie ma w niej prawie żadnego japonisty. Są tu osoby, które pasjonują się Japonią jako taką i zajmują się danym wycinkiem jej kultury, są podróżnicy po Japonii, a są też takie osoby, których drogi zeszły się z nią przypadkowo, bo są z wykształcenia lub pasji historykami sztuki, filmoznawcami, a nawet… mnichami zen. Uważam, że taki układ jest dla pisma bardzo korzystny, bo tacy ludzie korzystają z zasobów wiedzy nieograniczających się do tych związanych wyłącznie z Japonią; przedstawiają świeże spojrzenie na pewne sprawy, patrzą na nie z innej perspektywy.

W jaki sposób Pani jako redaktor naczelna związana jest z Japonią?

Interesuję się nią od kilkunastu lat. Początkowo było to bierne zainteresowanie, głównie poprzez czytanie książek i uprawianie sztuk walki. Z czasem ciekawość rosła, a jednocześnie nadarzały się liczne okazje bardziej bezpośredniego kontaktu z tym krajem, jego kulturą i mieszkańcami. Były tłumaczenia książek dotyczących Japonii, były studia (a właściwie studium przy UMK), wyjazd do Japonii, były – i są do dziś – przyjaźnie z Japończykami… I tak właściwie zostało do chwili obecnej, ciągły kontakt z różnych przyczyn i na różnej płaszczyźnie.

W jaki sposób tworzy się tego typu magazyn? (Chodzi mi tutaj o to czy Pani jako red. nacz. ma zawsze w głowie wizję następnego numeru, czy też poruszane tematy pisane są przez życie i inwencję autorów?).

Przed każdym wydaniem proszę redakcję o zgłaszanie propozycji tematów. Jak już wspominałam, mamy zawsze kilkukrotnie więcej tekstów czekających na publikację, niż może pomieścić numer, więc nigdy tak naprawdę nie zaczynam planowania od zera. Gdy już mam propozycje tematów, mówię autorom, czy na taki artykuł jest zapotrzebowanie i ewentualnie na czym powinni się skupić, jeśli jest taka potrzeba. Redakcja jest tak zróżnicowana, że sama nie wymyśliłabym tak oryginalnych niekiedy tematów, jak chociażby (opublikowany w ostatnim numerze) tekst o… festiwalu puszczania makaronu w bambusowej rynnie. Te osoby, które odwiedziły Japonię lub przebywają w niej nadal zachęcam też do pisania tekstów z własnego doświadczenia, bo dostarczają one informacji, których czytelnik nie znajdzie w internecie ani w żadnej książce.

Pani zdaniem najciekawszy tekst, który ukazał się w TORII to…? (i dlaczego?).

To najtrudniejsze pytanie ze wszystkich! Generalnie tekstów nieciekawych nie publikujemy.  Do tej pory, o ile dobrze liczę, opublikowaliśmy 175 artykułów, recenzji i felietonów. Naprawdę trudno jest wskazać, który z nich jest najciekawszy, tym bardziej, że dla każdego czytelnika będzie to z pewnością inny tekst. Wiadomo, że jedni chętniej sięgają po artykuły z zakresu historii, a inni wolą współczesną Japonię; jedni będą woleli teksty graniczące z naukowymi, innym większą przyjemność sprawią felietony…

Gdzie można nabyć pismo?

W empikach, kioskach Ruchu, księgarniach wysyłkowych oraz oczywiście w sklepiku wydawcy – na http://www.sklep.kirin.pl

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Alicja Szulborska

Adrianna Wosińska Z wykształcenia biolog i technik informatyk (naraz). Z zawodu właściciel wydawnictwa Kirin, redaktor naczelny magazynu Torii, tłumacz i lektor języka angielskiego. Prywatnie przykładna, acz mało utalentowana kulinarnie żona oraz zwariowana mama małej Joasi.

Pełny tytuł: „Torii – Japonia znana i nieznana”

Redaktor naczelna: Adrianna Wosińska

Częstotliwość wydawania: kwartalnik

Zainteresowanych odsyłam do strony magazynu: http://www.torii.com.pl